Jak budowaliśmy przyszłość Syberii

Zapis rozmowy pierwotnie ukazał się 25 IX 2018 r. pod tytułem „Сущность сионизма” na stronie irkuckiego stowarzyszenia „Środowisko intelektualne”. Przetłumaczył Jakub Wieczorek.

Kiedy na Dalekim Wschodzie „rozszerzano granice” i omawiano możliwe formaty współpracy Rosji z sąsiadami Chinami i innymi państwami regionu azjatycko-pacyficznego, irkucczanie postanowili zadać sobie pytanie o to, jaka może być przyszłość Syberii w bliższej i dalszej perspektywie.

19 września w bibliotece im. I. I. Mołczanowa-Sybirskiego odbyła się dyskusja eksperckiego stowarzyszenia „Środowisko intelektualne” pod tytułem „Obraz przyszłości. Jaka może być Syberia za sto lat”.

Uczestnicy:

  • Artiom Jermakow, historyk, prowadzący projekt „Sto obliczy wschodniej Syberii”
  • Michaił Sieurko, polityczny obserwator
  • Michaił Uczytiel, koordynator ŚI
  • Władisław Kustow, dziennikarz, koordynator ŚI

Artiom Jermakow: Tak wyszło, że gdzieś od połowy XVII wieku, od czasów moskiewsko-polskiej wojny, zakończonej pierwszym przyłączeniem części Ukrainy, wektor uwagi rosyjskiej cywilizacji silnie skierował się na zachód. W tamtym momencie było to usprawiedliwione tym, że Zachód rzeczywiście był realnym centrum całej światowej cywilizacji. Teraz widzimy, że ten czas się kończy. Europa wykonuje ostatnie konwulsyjne próby, żeby zachować wiodące położenie w polityce zagranicznej. Stany Zjednoczone, chociaż Europą de iure nie są, to faktycznie kontynuują emanować uproszczonymi do pewnego stopnia, ale wciąż europejskimi wartościami. Tymczasem świat coraz mniej poddaje się tym zasadom gry. Wszyscy kierujący się samozachowawczością powoli od Zachodu uciekają. Nasz kraj, mam nadzieję, nie będzie wyjątkiem.

Pora, by Rosja zawróciła o równo 180 stopni

Syberia staje się awangardą odnowionego, zwróconego na wschód państwa, wciąż zachowującego ciągłość z poprzednimi epokami, ale inaczej rozumiejącego swoje zadanie dalszego rozwoju. Dwie tranzytowe magistrale, które wiążą imperium w całość, teraz pracują nie ze wschodu na zachód, wyczerpując surowce, a w pewnym sensie na odwrót. To, po pierwsze – kolej transsyberyjska i jej zmodyfikowane pochodne i, po drugie – północna droga morska. Teraz klimat się zmienia, i Rosja na tym tylko wygrywa.

Jeśli naszemu państwu uda się odnowić już istniejącą infrastrukturę i obronić wyłączne prawo na kontrolę żeglugi morskiej wzdłuż swojego północnego brzegu, to te dwie trasy staną się osiowymi trasami przyszłej Wielkiej Eurazji, w której Rosja zajmie kluczowe miejsce, a Syberia – centralną pozycję w Rosji.

Zresztą, półtora roku temu, w grudniu 2016 roku, doradca Prezydenta Siergiej Glazjew poinformował, że Irkuck może stać się jednym z intelektualnych ośrodków projektu „Wielka Eurazja”. Wydaje się, że ta prognoza już zaczyna się ziszczać się. Dosłownie na dniach w naszym mieście odbędzie się konferencja „Wielka Eurazja i inicjatywa »Pas i Druga«: punkty styczności i komunikacji”, której uczestnicy będą rozpatrywać nowe możliwości formującej się we wschodniej Syberii transportowo-logistycznej infrastruktury.

Michaił Sieurko: Mieszkańcy Syberii i Dalekiego Wschodu słabą postrzegana jest możliwość jakiegokolwiek przyszłego rozwoju. Na zachodzie państwa włączenie w społeczne i polityczne życie się odczuwa w większym stopniu. Naszych ludzi nie opuści poczucie głębokiej drugorzędności tego regionu. Jeśli Rosja miałaby konkretny projekt rozwoju tych terytoriów, to sytuacja byłaby w gruncie rzeczy inna. Zapytaj obywatela, jak on widzi przyszłość Syberii – i widzimy niemały procent panicznych nastrojów w stylu: „wkrótce wszystko zabiorą Chińczycy”. Teraz Sybiracy nie mają przekonania, że istnieje jakikolwiek jasny plan oswojenia tych terytoriów.

Zwrócimy się do klasycznej geopolityki: Tinxia (chiń. dosł. wszystko, co pod niebem; określenie ziem, znajdujących się pod panowaniem cesarza Chin) znajduje się na granicy cywilizacji morza i lądu. Tym spowodowane są jej fluktuacje w jedną czy drugą stronę. Jeśli Rosja, wystąpiwszy w roli aktora historycznego procesu, przedstawi projekt, odpowiadający interesom Chin – to ten projekt w pełni zrealizujemy. I tego warto się trzymać, nie patrząc na to, że chińska cywilizacja jest w stadium wzrostu, a rosyjska – „obskuracji” [Gumiljew – przyp. tłum.]. Jeśli oś Moskwa – Pekin nie utrzyma się, to Chiny w większym stopniu będzie skręcać ku drugiemu brzegu. A to zrodzi mnóstwo problemów. Poza tym, że Syberia i Daleki Wschód stracą szanse na wzrost gospodarczy, to kolonizacja w każdym razie będzie postępować, ale nie będzie prowadzona już nie przez nas.

Jeśli zwrot na wschód deklarowany był nie tylko na poziomie rządowym, ale i poszedłby ku narodowi pod postacią ogólnodostępnych propozycji, można by było liczyć na mobilizacyjny wysiłek ludności. Jeśli nie ma pieniędzy, to dajcie narodowi choć by pomysł i poczucie przyszłości!

Problem w tym, że Rosja zwraca niewystarczająco uwagi na Syberię, a Syberia niewystarczająco zwraca uwagę na siebie.

Artiom Jermakow: Jest taka prawie legendarna historia o tym, jak około 15 lat temu na Białorusi jeden z ważnych chińskich urzędników w odpowiedzi na prowokacyjne pytania o możliwości zajęcia przez Chiny Syberii i Dalekiego Wschodu bardzo krótko i jasno odpowiedział: „Jeśli Rosja będzie silna, to – nie”. W danym przypadku to dość uczciwa odpowiedź. Trzeba powiedzieć, że nasi zachodni partnerzy nigdy – choć umieją podlizywać się, gdy jest to dla nich korzystne – tak uczciwie swojej pozycji nie wyrażają. Problem w tym, że Rosja zwraca niewystarczająco uwagi na Syberię, a Syberia niewystarczająco na siebie. To znaczy uwaga zwłaszcza intelektualnej klasy Syberii, znajduje się przede wszystkim za granicami jej miejsca zamieszkania.

Niedawno byłem obecny na zebraniu oddziału miejscowej graficznej społeczności. Ludzie odnajdują jeziora i rzeki, które do tej pory nie zostały zaznaczone na mapie. Ale to następuje w porządku prywatnym. Nikt ich nie wspiera. Jeszcze 100-150 lat temu w naszym regionie podobnymi badaniami zajmowano się dostatecznie aktywnie. W czasach sowieckich wkładano w to jeszcze więcej inwestycji, ale i pracowano na placach, często bez odpowiedniego wewnętrznego zrozumienia. A jednak, nawet wtedy uwagi miejscowemu poświęcano więcej. Było więcej miejscowych tematów w literaturze. Biblioteka, gdzie my z Państwem siedzimy, nosi imię Mołczanowa-Sybirskiego, którego w Irkuckie niestety mało kto czytał. Mówimy o braku uwagi ku samym sobie, a dopiero potem o wrogich intrygach, bądź to chińskich, amerykańskich czy japońskich.

Moskwa – też, w pewnym sensie, ofiara, a nie agresor. W ostatnich latach reform ona ucierpiała znacząco bardziej niż Syberia z punktu widzenia utraty własnej tożsamości. Dużo wygrała w kwestii przystosowania i zbliżenia do standardów euroatlantyckiego bytu, ale czy pozostała ona przy tym Moskwą?

Rosyjska kolonizacja dla Syberii – proces dobroczynny. Bieda nie w tym, że ona trwa, ale w tym, że została zatrzymana.

Pretensje do kolonizacji Syberii przez Moskwę, moim zdaniem, to pretensje dnia wczorajszego. Dzisiejsze pretensje, jeśli takie i mogą być, to pretensje kolonizacji niedostatecznej. Właśnie kolonizacja stworzyła Syberię taką, jaką my ją znamy. Przecież tej przestrzeni nie było do tego momentu, kiedy władze, opierając się na żarliwym pożądaniu Wschodu, oddali się przesiedleniu tu setek tysięcy, a może i milionów, ludzi. To przesiedlenie nie zawsze miało pokojowy i komfortowy charakter, ale, w istocie rzeczy, rosyjska kolonizacja dla Syberii była procesem konstruktywnym.

Co zaś tyczy się form zachęcania nowych wschodnich przesiedleńców… Jeśli w miejscach, gdzie istnieje realne przeludnienie będzie zaostrzać się system danin podatkowych, a tam, dokąd ludzie powinni przyjechać, będzie osłabiać się lub na jakiś czas zdjęta w ogóle – to ludność przepłynie znacznie szybciej i z mniejszą liczbą konfliktów. Dlatego, że sama organicznie się urządzi, zajmie jakieś swoje nisze. Ludzie zawsze czują, gdzie wolność. I w ogóle, wolność i Syberia, nie w liberalno-prawowym rozumieniu wolności, a w tradycyjnym, na poziomie woli – te słowa zawsze były synonimami.

W Cesarstwie Rosyjskim Syberia zawsze była terytorium żarliwej przedsiębiorczości. Gdy człowiek przychodził, wybierał sobie miejsce pod mieszkanie, oczyszczał teren, stawiał dom, zakładał rodzinę, urządzał się i dopiero potem zaczynał płacić symboliczne podatki. A w przypadku, jeśli go przyciskano – przesuwał się jeszcze głębiej. Zasób tego rozwoju jeszcze daleko nie został wyczerpany. Ogromne antropopustynie, które wykształciły się na miejscu tych tajgowych wiosek, gdzie jeszcze 50-100 lat temu żyli ludzie, w pełni mogą być oswojone na nowo. Ale, niestety, widzimy politykę przeciwną, kiedy za ludźmi, którzy próbują odejść w tajgę, wysyłają całe ekspedycje MCzS [ros. Ministerstwo Czerezwyczajnych Sytuacjij – Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych — przyp. tłum.] i policji. Wyjaśniają to tym, że jakoby „dzieci nie mogą zostać bez wykształcenia i obsługi medycznej”. Ale w rzeczywistości za tym stoi strach stracić kontrolę nawet nad niewielką liczbą ludzi. Dlatego, że podobny przykład może stać się zaraźliwym. I tak ludzi wytnie nie na wyregulowane na 30 lat do przodu hektary, a na przestrzenie, które teraz są opuszczone, ale w pełni mogłyby przynosić korzyść.

Rezerwy ujemnego wzrostu dla Syberii już zostały wyczerpane. Trwamy w poczuciu jakiegoś impasu dlatego, że ruchu w tę stronę, w którą poruszaliśmy się przez wszystkie ostatnie dziesięciolecia, kontynuować się nie da. Jeszcze w latach 70-tych mieliśmy wielką radziecką utopię. Żałuję, że nie zabrałem z sobą książki „Syberia z pierwszej ręki” („Сибирь не понаслышке”) uczonego Michaiła Ławrientjewa, twórcy syberyjskiego wydziału Akademii Nauk, wydaną zaledwie 40 lat temu, w 1979 roku. Tam obraz Syberii jako pewnego miasta-sadu jeszczcze jest obecny. Przy tym, Ławrientjewa najmniej ze wszystkiego można nazywać pożegaczem. To człowiek, który w młodości przeszedł surową stalinowską szkołę administracyjnego życia; który od zera stworzył jeden z większych ośrodków naukowych świata. I jeśli on, zwłaszcza bliżej ku końcu swojej książki, wspiera takie oczekiwania – to znaczy, że miał ku temu podstawy. Ale tak czy inaczej czas radzieckiej utopii na Syberii ma już swój koniec. Obiektywne przesłanki intensywnego rozwoju w kluczu radzieckim były, trzeba przyznać, wyczerpane nie tylko dla Syberii, ale i dla całej Rosji. Teraz trzeba kardynalnie zmienić podejście.

Bać się trzeba nie chińskiej ekspansji, a tego, że tranzytowe drogi nowej Eurazji przejdą obok nas

Trzeba wspomnieć, że Syberia początkowo była nie tylko surowcowym, ale i tranzytowo-surowcowym regionem. Władza radziecka z obiektywnych przyczyn, będąc we wrogim otoczeniu, ostro przecięła tranzytową funkcję Syberii. Na początku doprowadziło to do pozytywnych rezultatów: wartość dodana przestała odpływać do Chin i Ameryki (choć i przez jakiś czas cała przechodziła przez Moskwę). Tym nie mniej, ludzie zdążyli się rozluźnić przy braku zagranicznej konkurencji. A przecież jeszcze w wiekach XVII-XVIII całe to ogromne terytorium żyło samym tylko tranzytem drogowym, po którym poruszały się towary z całego świata. W pewnym momencie Trakt moskiewski (dziś nazywany Wielką drogą herbacianą) był jedyną funkcjonującą transkontynentalną magistralą w Eurazji. To dlatego, że wszystkie pozostałe drogi w okresie XIX w. do początku XX w. były morskie. Dla rozwoju tego tranzytowego atutu Cesarstwo Rosyjskie zbudowało kolej transsyberyjską, ale nie zdążyło wykorzystać jego potencjału, a władza radziecka – nie zechciała realizować jego na poważnie.

Bez wątpienia, kierując się po tej drodze, my ryzykujemy. Tym, że Chiny przy ożywieniu tranzytu wejdą do Syberii jeszcze głębiej, niż wchodzą nawet teraz. Ale jeszcze większym zagrożeniem jest to, że Chiny nie wejdą do Syberii, a ją obejdą. Jak już próbują to robić z południowymi trasami przez Pakistan i Kazachstan. Jeśli tranzytowe drogi nowej Eurazji przejdą obok Rosji i, w związku z tym, obok Syberii, zwłaszcza wschodniej – to tu ona z pewnością zdechnie. I wtedy już nieważne, czy nastąpią przy tym otwarte próby naruszenia jej terytorialnej integralności, czy nie. Ona po prostu wyschnie, nie będąc omywana światowymi tranzytowymi strumieniami.

Na razie ludzie w Rosji niedostatecznie wierzą w ideę zwrotu na Wschód, dlatego że zawsze trzeba pokazywać przykład. Ci, którzy mówią o tym zwrocie na poziomie oficjalnym, nawet na parę miesięcy w roku, zamiast urlopu, który mają zwyczaj spędzać w Europie czy na Tajlandii, nie chcą tu przyjeżdżać. Ludzie nie uwierzą, dopóki nie zobaczą moskiewskich kierowników lub choć by ich dzieci, co w swoim czasie było klasyką tej właśnie kolonizacji. We wszystkich wielkich imperiach jakaś część elity podarowywała prowincje swoim dzieciom. Czasami nawet wielkie polityczne figury samodzielnie wyjeżdżały na Syberię, do Indii, do Afryki, do Ameryki, i nie czuli się przy tym marginałami czy jakimiś zagubionymi dla historii i społeczeństwa ludźmi. Dlatego też zwrot na Wschód to, bez wątpienia, zwrot za liderem. Chociaż, jeśli to nie nastąpi, wydaje mi się, że napięcie na Syberii, zwłaszcza w miastach, pozostaje dostatecznie silnym. Bez względu na to, że Syberia jako region jest w stanie ruiny, z tej ⅕-ej części ludności największych syberyjskich miast będzie wydzielona miejscowa elita, która sama przeprowadzi ten zwrot.

Na razie ciężko powiedzieć, jaka ona [ta elita] będzie. Najpewniej nie będą to jacyś banalni separatyści, których tak się boją. Po pierwsze dlatego, że oni już są i żadnych nowych programów, obok powtórzenia tez końca XIX – początku XX wieku i epoki wojny domowej w najlepszym wypadku, ta warstwa nie zrodziła. W tym przypadku, oparcie na własnych siłach wymaga nie oderwania od Rosji, a jej silnego zawrócenia z zachodu na wschód w formie orientacji rozwoju.

Syberia możliwa tylko jako rosyjskie terytorium

Rosyjska w szerokim znaczeniu słowa. Włączająca w siebie całą różnorodność narodów byłych imperiów rosyjskiego i radzieckiego. To oczywiste, że żadnej Syberii do przyjścia Rosji nie było i ludzie w rejonie przyszłej Tiumeni i regionie przyszłej Czyty nigdy nie uznawali się za członków jakiegoś jednej całej silnej społeczności. Mit o Syberii został stworzony w ramach rozwoju i wzrostu Rosji. I dlatego, jeśli Rosja jednak – nie chciałoby się w takie coś uwierzyć – przestanie rosnąć i rozwijać się, to straci Syberię tak, jak w swoim czasie straciła kraje bałtyckie, Finlandię i Polskę. Jak teraz traci Ukrainę. Jeszcze jeden ważny moment – to tworzenie nowego. W sprawie przebudowy u nas jak zwykle funkcjonuje piotrowski schemat – pojechać na Zachód, w najlepszym wypadku na zachód Rosji, popatrzeć i przytaszczyć do siebie. Dla równowagi można czasami pojechać i na wschód, i nie wstydzić się tego. Albo po prostu zadziałać powinien zupełnie inny algorytm.

Zadanie intelektualnej klasy Syberii dziś to nie zajmować się europejskimi formami i kwestiami, a myśleć nad nową Syberią i nowymi Sybirakami

Teraz ona może być dowolna. Syberia to dość swobodna strefa, w tym także i w ogólnoświatowym rozumieniu. Angielski geopolityk Halford Mackinder, gdy opracował Heartland w 1943 roku, wydzielił w nim Lenaland jako ziemie przeklęte. W tłumaczeniu na rosyjski to brzmi mniej więcej tak: „– Ja nie mogę wymyślić dlań przeznaczenia, wobec czego nie są potrzebne”. To znaczy, wybitny geopolityczny umysł uparł się przy niejasnym obwodzie w danym regionie. Ale ludzie, żyjący przy górnym i środkowym biegu Leny, Jeniseja i Angary powinni jakoś się sami określić. To z jakiegoś powodu na razie nie następuje. Taki światopoglądowy paradoks przywykliśmy tłumaczyć brakiem zapotrzebowania w Moskwie itd. Trzeba zrozumieć, że to w pierwszej kolejności brak zainteresowania tym, co swoje; bezużyteczności samego siebie, która tu wiele gubi.


© 2018 Ośrodek Polityki Rozumnej. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powered by Hydejack v8.1.1