Ostatnie słowo Comandante

Artykuł pierwotnie ukazał się 31 I 2019 r. pod tytułem „Последнее слово команданте” na stronie geopolitica.ru. Przetłumaczył Jakub Wieczorek.

Sytuacja w Wenezueli znalazła się w punkcie rozwidlenia. Maduro zdecydował o rozpoczęciu negocjacji z buntownikami. Do obecnej chwili wszystkie geopolityczne pozycje zostały określone: blok atlantycki (USA, państwa Europy Zachodniej i ich satelity w innych częściach świata) występuje za liberalnego, proamerykańskiego samozwańczego prezydenta Juan Guaidó; wszystkie kraje, stojące na stronie wielobiegunowości (przede wszystkim Rosja, Chiny, Iran, Turcja itd.) – wspierają legalnego prezydenta Nicolása Maduro. Jeszcze jeden gigant wielobiegunowości – Indie – zajmują pozycję neutralną, podkreślając, że kwestię tę powinni rozwiązać obywatele Wenezueli bez jakiejkolwiek zewnętrznej ingerencji.

Trzeba zauważyć, że w przypadku Maduro stanowiska atlantystów i globalistów, najlepiej wyrażone przez Macrona i Merkel, zbiegają się z antykomunistycznymi skłonnościami Trumpa. Oczywiście, budować mur z Meksykiem i jednocześnie wzywać do powrotu do doktryny Monroe, rozpatrującej Amerykę Łacińską jak strefę wyłącznej kontroli USA, jest, delikatnie mówiąc, niekonsekwentne. Ale taki już jest Donald Trump – i wszyscy się przyzwyczaili. Ogólnie Zachód występuje w danej sytuacji tak samo skonsolidowany, jak względem innych „kolorowych rewolucji” – ukraińskiego „majdanu”, „arabskiej wiosny” (włącznie z Syrią) itd.

Wszystkie te „kolorowe rewolucje” mają wspólną strukturę. Zaczynają się od krytycznego nagromadzenia się problemów w rządzeniu państwem, przy czym nie jest ważne, czy u władzy jest autorytarny dyktator czy po prostu łapówkarz. W każdym państwie zawsze jest wystarczająco problemów, a politycy ich wszystkich rozwiązać nie mogą (a czasami po prostu nie chcą). Inna sprawa to jak organizować i skanalizować potencjał sprzeciwu, okazać mu zewnętrzne wsparcie, jakimi metodami wzmocnić społeczny gniew i na jaki symboliczny cel go skierować. Na tym etapie wchodzi do gry geopolityka: globaliści i atlantyści wykorzystują tę sytuację do swoich interesów, stopniowo nabierający siły stronnicy wielobiegunowości w niektórych przypadkach starają się dać opór tym procesom (czasami, jak na przykład w Syrii, dość udanie).

I właśnie tak się dzieje w Wenezueli. Maduro to następca Hugo Chávezа, który nie był po prostu charyzmatycznym liderem, ale i przekonanym przeciwnikiem światowej hegemonii, podzielającym ideologię lewicowego peronizmu i geopolitycznej suwerenności, adaptowaną dla Wenezueli przez antyglobalistycznego filozofa Norberto Ceresole. Sam Maduro kontynuuje ogółem kurs Chávezа, ale wielkiego zainteresowania ideologią nie przejawia. Nie może też poradzić sobie z przezwyciężeniem ekonomicznego i socjalnego kryzysu w kraju. Nie można nazwać Maduro skutecznym politykiem nawet przy całej antypatii do jego liberalnych przeciwników, wspieranych przez hegemonię. Mimo to Maduro kieruje się na kurs przeciwstawienia się naciskowi USA, rozpaczliwie próbuje zachować orientację na wielobiegunowość i wbrew naporowi liberałów nie porzuca idei polityki społecznej. Dlatego Maduro stał się wygodnym celem dla globalistów i liberałów: w nim zbiega się odmowa bezwarunkowego podporządkowania się hegemonii i dość nieudana polityka praktyczna.

Rosja i Chiny w ostatnich latach zapewniły Wenezueli poważne wsparcie finansowe. Niestety, okazało się, że to nie wystarczyło. Z drugiej strony, na przeciwstawnym opozycyjnym biegunie jest nie tylko odpowiadające jemu, ale i przewyższające go wsparcie ze strony USA i państw Europy Zachodniej, a także ideologia i wspaniałe zarządzanie, opierające się na klasycznych i efektywnych schematach „kolorowych rewolucji”.

Wielobiegunowość jeszcze nie dosięgła takiego poziomu ideologicznego rozmysłu i sformalizowania, a kompromis z liberalizmem w samej Rosji, jak i częściowo także w Chinach i Iranie, nie pozwala okazać Maduro efektywnej pomocy ideologicznej i współdziałać na rzecz skutecznego zarządzania społeczno-politycznego. Teraz ta słaba strona wielobiegunowego klubu daje o sobie znać szczególnie wyraźnie. Maduro ma i swoje atuty: polityczną spuściznę Chávezа, lojalność armii i wsparcie ludności wiejskiej.

Sytuacja teraz doszła do krytycznego momentu. W najbliższym czasie stanie się jasne, według jakiego scenariusza wydarzenia pójdą dalej: czy miejscowym liberałom uda się z oparciem na atlantystów, którzy już uznali za prezydenta Juana Guaidó, obalić legalnie wybranego prezydenta Maduro (jak w przypadku z Wiktora Janukowycza), czy może uda mu się utrzymać się u władzy (jak w przypadku Baszszara al-Asada). Za sprawą współzależności wszystkich geopolitycznych procesów to bardzo ważny moment: chodzi nie tylko o los Wenezueli, ale i całej Ameryki Łacińskiej. I szerzej – świata. Porażka atlantystów w Wenezueli ostatecznie udowodni ich słabość i stanie się nowym impulsem wielubiegunowości, co odbije się i na innych strefach – w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Afryce i regionie Pacyfiku. Jeśli im uda się obalić Maduro, to – choćby i względnie – wzmocni ich pozycje i spowoduje zwłokę w procesie stanowienia obozu wielobiegunowego.

Przy tym wszystkim krach modelu jednobiegunowego, tak czy inaczej, jest przesądzony. Tu nie chodzi raczej o czas postępowania tego procesu: może być przyspieszony lub spowolniony, ale nie może być anulowany albo zatrzymany. Jednakże, zwycięstwo Maduro istotnie przybliżyłoby upadek hegemonii.

Jak postąpi Maduro w toku negocjacji? Ma dwa wzory – Janukowycz i Al-Asad. Janukowycz zaczyna negocjacje, ufa buntownikom i Zachodowi, i zostaje obalony, a później staje się żałosnym zbiegiem. Al-Asad mówi do opozycji językiem siły, na pierwszym etapie traci grunt, ale z pomocą właściwej geopolityki (z oparciem na Rosji i Iranie, a także na przemyślanej strategii stosunków z Turcją i Kurdami przy pełnym lekceważeniu atlantyckich i islamistycznych żądań) na dłuższą metę, w toku krwawej wojny domowej, kończy jako zwycięzca. Janukowycz – tchórzliwa klęska. Al-Asad – trudna i krwawa, ale heroiczna droga do zwycięstwa. Syryjscy islamiści – prosta analogia wenezuelskich liberałów. To terrorystyczne sieci, wypełniające rozkazy zewnętrznego ośrodka zarządzania. Al-Asad to zrozumiał. Czy wystarczająco świadom jest tego Maduro?

Wkrótce się dowiemy, kto to taki towarzysz Maduro: czy jest bezradnym i upartym łapówkarzem, czy niesie płomień wielkiej kontynentalnej południowoamerykańskiej rewolucji w duchu Cháveza i Ceresole. Negocjacje z liberałami i marionetkami hegemonii zawsze prowadzą do przegranej. Oni nie dotrzymują żadnych porozumień i umów. Pozostaje mieć nadzieję, że Maduro zdolny jest do odczytania zaistniałej sytuacji przez pryzmat właściwego rozumienia geopolitycznych praw: Maduro – ląd, Guaidó – morze. Teraz Twoje słowo, Comandante…


© 2018 Ośrodek Polityki Rozumnej. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powered by Hydejack v8.2.0